Z przymrużeniem oka - blog Tomasza Biegańskiego
RSS
środa, 11 stycznia 2012
Coming soon...

Daty przy poprzednich wpisach nie kłamią - blog, na który trafiliście, jest już mocno zakurzony. Prawdopodobnie taki już pozostanie, bo postanowiłem nie mącić jego spokoju i rozpoczynam pracę nad nowym blogiem. Będzie można sobie poczytać, zdrowo się pośmiać, a nawet wpływać na dalszy ciąg pisanych przeze mnie opowieści... Nowy blog - premiera jeszcze przed końcem świata :)

Tagi: nowe opowiadanie opowieść
10:00, munch2
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 19 stycznia 2009
Dawno, dawno temu...

- Nie za dużo pieprzu?

- Daj spróbować… Nie wiem, chyba w sam raz…

- Ale ostatnio jakoś inaczej to smakowało, coś tu jest nie tak… Antoś! Rączki z dala od noża! Zabaweczki masz na podłodze, tu Cię nic nie powinno interesować – dobry refleks w zetknięciu z wszędobylskim antałkiem był absolutnie nieodzowny. Trzeba było prawdziwego rewolwerowca, żeby poskromić siły zła panoszące się w duszyczce na pozór niewinnego stworzenia, które wykorzystałoby każdą nadarzającą się okazję, by sterroryzować swojego pluszowego misia.

- Czyż on nie jest słodki? – spod okapu rozległ się pełen uwielbienia głos. Po raz kolejny miało się okazać, że każdy rodzic jest najlepszym PR-owcem własnego dziecka – Spójrz tylko na tego pucusia… Pamiętam jak nasza Julcia była taka mała, miała po prostu identyczne…

- Sos Ci się przypala – wtrącił jakby od niechcenia spostrzegawczy sąsiad.

- Masz ci los… Tak to jest jak się człowiek zajmuje głupotami… - w jednej chwili Antoś doświadczył bolesnej degradacji. Szczęśliwie jednak nie był w stanie uzmysłowić sobie, że sos borowikowy właśnie wypędził go z centrum rodzicielskiego wszechświata. Nikt jednak nie był jeszcze wówczas świadomy, że to zasługa niezdiagnozowanego ADHD, które nie pozwalało maluchowi na snucie pustych rozważań w chwilach wolnych od jawnie prowokujących zachowań misia i dawania mu nauczki. Antoś oddawał się zatem w najlepsze testowaniu psychicznej wytrzymałości pluszaka, gdy jego uwagę przykuł odgłos kluczy wkładanych do zamka.

- Już jestem! – dobiegający z przedpokoju głos żywiciela rodziny w pełni oddawał stan ducha pokolenia yuppie. Wydobywał się z żołądka, mozolnie torując sobie drogę między każdym kolejnym wrzodem.

- Kolacja na stole, kochanie – padło w odpowiedzi, która zresztą rozmijała się z prawdą, bo walka z przypalona patelnią bynajmniej nie dobiegła końca. Trwała też w najlepsze, gdy szalejący Antoś otworzył z właściwą mu energią kuchenne drzwi, uczepiając się nogawki ćwierć-etatowego rodzica.

- Hej wszystkim – próba wykrzesania z siebie odrobiny entuzjazmu była z pewnością godna pochwały, ale nijak nie współgrała z cierpiętniczą aparycją. Rzut oka na przyrządzone danie ogołocił sytuację z resztek pozorów – Nie no, znowu sos? Ja się chyba zastrzelę… - Iwona przeszyła Filipa wzrokiem pełnym wyrzutu. Ten, nie odzywając się, położył uszy po sobie. Jak mógł zapomnieć, że już raz w tym tygodniu serwował sos…

 

13:47, munch2
Link Komentarze (1) »
wtorek, 07 października 2008
Fachowca na gwałt

- Myśli pan, że to coś poważnego? - zaniepokojony głos Lidki dawał do zrozumienia, że pomoc prawdziwego fachowca była w zaistniałej sytuacji nieodzowna. - Uda się to dzisiaj naprawić?

- Oczywiście, kierowniczko - pospieszył z odpowiedzią młody hydraulik, nie kryjąc przy tym rozbawienia. - Jak to mówią - rachu ciachu i po strachu. Jak dobrze pójdzie to i na "You Can Dance" do domu zdążę.

- Boże, no to świetnie. Bo już myślałam, to znaczy ja z koleżanką myślałyśmy, że znowu się nie wykąpiemy. A wie pan, kobiecie bez wanny ciężko - odparła z radością Lidka, racząc obecnych przeciągłym chichotem. - Z tego wszystkiego zupełnie zapomniałam, może pan się czegoś napije? Kawka, herbatka, coś mocniejszego? Mamy tu z Gosią pyszną naleweczkę... - oparta o framugę studentka polonistyki dawała jasno do zrozumienia, że jej zainteresowania wykraczają daleko poza i tak już obszerną tematykę studiów. Spoglądając porozumiewawczo na rozanieloną Gośkę, wytrwale czekała aż samczy mózg przebrnie przez pole minowe jej komunikatu, szczęśliwie docierając do ukrytych w nim aluzji.

- Dzięki, może być mała czarna - odparł po chwili namysłu Jacek, czym w mniemaniu Lidki tylko potwierdził obiegowe opinie na temat intelektualnej wyższości pochwy nad penisem. - Może być bez cukru.

- To ja pójdę zaparzyć - rzuciła na odchodne dziewczyna, przerywając ni to rozmarzenie ni odrętwienie, które opanowało ją na myśl o prostocie, jaką ewolucja obdarzyła bardziej owłosionych przedstawicieli homo sapiens.

- I co, nada się? - wyszeptała Gośka, robiąc przy tym wszystko, by nie zanieść się śmiechem.

- Głupi trochę jest, ale przecież nie po to go mamy, żeby myślał - odparła Lidka nie siląc sie na polityczną poprawność. - Widziałaś te mięśnie? To jest prawdziwy chłop, jak weźmie cię na warsztat to od razu zrozumiesz. Nie to, co te nasze cherlawe szczeniaki...

- Dobra, to dawaj kawę - po wątpliwościach Gosi nie było już śladu. Nim Lidka się obejrzała, jej współlokatorka zmierzała już w stronę łazienki z dumnie wypiętą piersią. - Zapraszamy panie Jacku, kawa gotowa - obwieściła uroczyście, a atencja z jaką traktowała młodego rzemieślnika niechybnie wprawiłaby w zdumienie wszystkich mężczyzn, których złożyła na ołtarzu swoich feministycznych zapatrywań.

- Super, ja właśnie skończyłem - odparł niedomyślny Adonis, a jego spojrzenie, które odebrała jako zalotne, tylko przydało wiotkości jej i tak już wiotkim kończynom. W czasie, gdy popisy damskiej wyobraźni trwały w najlepsze, Jacek udał się w stronę salonu, by na oczach zdumionej publiczności jednym chaustem opróżnić zawartość filiżanki. - Dzięki, kawka była boska - rzucił w przelocie, po czym delikatnie zamknął za sobą drzwi i tyle go widziano na Miodowej 35. Zostawił po sobie drożny odpływ w wannie i dwie rozpalone, acz powoli stygnące istoty. Pogrążone w żałobie studentki przylgnęły do chłodnego okna i gdyby nie różowe nauszniki oddalającej się postaci, słowa księdza Twardowskiego mogłyby je przyprawić o niekończące się zgryzoty...

 

19:46, munch2
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 29 września 2008
W co się bawić

 - Pałka, zapałka, dwa kije, kto się nie schowa, ten kryje - po dwóch godzinach zabawy nie było za grosz entuzjazmu w głosie Edka, który już po raz szesnasty recytował wyświechtaną formułkę. - No chłopaki, mam nadzieję, że się postaraliście, bo ze mnie pies tropiący pierwsza klasa.

Obrócił się przez lewe ramię. Leniwie wprawiając w ruch ociężałą szyję, zlustrował najbliższe otoczenie. W pobliżu nie ujrzał nikogo.

- Poszło wam lepiej niż ostatnim razem - wycedził przez zęby niczym złoczyńca, który przełykając po raz kolejny gorycz porażki, karmi widzów nadzieją na uśmiercenie głównego bohatera w kolejnym odcinku serialowego tasiemca. - Ale ja mam czas. W końcu was znajdę, wypatroszę, a... no, wyleciało mi z głowy. Zresztą sami zobaczycie - na twarzy Edka odmalował się drwiący uśmieszek. Przypominał teraz rzezimieszka, który byłby wprawdzie zdolny do kradzieży jabłek z przydrożnego sadu, ale majstrowanie rzeźnickim nożem przy cudzych jelitach zdawało się być w jego przypadku co najwyżej melodią przyszłości. Przechwałki ponad miarę były zresztą specjalnością Edka.

Tymczasem pozostali uczestnicy zabawy, dodatkowo zmotywowani, by trzymać facjaty z dala od dziennego światła, trwali niewzruszenie na swoich posterunkach. Wojna psychologiczna z Edkiem rozgorzała na dobre. Pot wystąpił na twarze wszystkich czterech uczestników, których zmysły wyostrzyły się w takim stopniu, jakby stawką gry nie była ewentualna zmiana na pozycji kryjącego, ale przedłużenie swojej egzystencji choćby na tyle, by móc zamknąć się w toalecie z kolejnym numerem "Planety orgazmu". Swąd przepalonych połączeń nerwowych miarowo wypełniał przestrzeń otaczającą ich rozgrzane głowy...

- Chłopaki, ja muszę do kibla - zza rogu dał się słyszeć głos Rudego, po czym skulona postać chybcikiem przemierzyła odcinek między dotychczasową kryjówką a świątynia dumania. - Mogę kryć następnym razem - rzucił na odchodne, czym prędzej zamykając za sobą drzwi, które miały go ochronić przed spodziewanym wybuchem złości.

- Do dupy z takim graniem - skwitował Edek. - Jak któryś z was będzie miał widzenie, to macie prosić o karty - poinstruował pozostałych, jak przystało na najstarszego stażem. W tępym spojrzeniu Grubego i Ryśka próżno było szukać jakichkolwiek oznak sprzeciwu. W celi znowu powiało nudą...  

 

21:22, munch2
Link Komentarze (1) »
sobota, 13 września 2008
Witam ponownie

Egzaminy już za mną, więc blogowanie czas zacząć :)  Najnowsze efekty mojej  twórczej  aktywności  już wkrótce :)

18:11, munch2
Link Komentarze (1) »
niedziela, 31 sierpnia 2008
Ogłoszenia drobne
Witam wszystkich, którzy zaszczycili mój blog swoją obecnością w  ten jakże chłodny poranek/ ciepły wieczór/ nijakie popołudnie (niepotrzebne skreślić). Z powodu przygotowań do egzaminów, jakie czekają mnie w najbliższych dniach, przez kolejne dwa tygodnie stan wpisów na blogu pozostanie niezmieniony. Zważywszy bowiem niehumorystyczny charakter czekających mnie wyzwań, nie będę w stanie zapewnić moim szarym komórkom żywotności większej aniżeli ta, która jest niezbędna do podtrzymania podstawowych czynności życiowych podczas tej pamięciowej orki. Pozdrawiam i zapraszam niebawem :) 
08:04, munch2
Link Komentarze (1) »
piątek, 08 sierpnia 2008
Dirty dancing

- Tak sobie pomyślałem, że może byśmy zatańczyli, co? - śladowa ilość pewności siebie w głosie Bolka była z łatwością tłamszona przez jego oczekiwanie rychłej porażki. Wprawdzie rachunek prawdopodobieństwa dawał mu pięćdziesiąt procent szans na to, że dziewczyna o fizjonomii Claudii Schiffer odpowie twierdząco na tak postawione pytanie, ale Bolek zdawał się być świadomy tego, że przykłady z orłem i reszką nijak się miały do zaistniałej sytuacji. Nawet największy optymista w stanie wskazującym na spożycie nie potrafiłby określić go mianem postawnego bruneta, na którego widok jakakolwiek kobieta mogłaby liczyć na uczucie mrowienia w łydkach. Tymczasem zdziwienie, jakie odmalowało się na twarzy atrakcyjnej niewiasty pozwalało przypuszczać, że nie tylko nie wychyliła kilku głębszych, ale w ogóle nie zajrzała tego dnia do kieliszka.

- Słucham?! - w jej głosie było wyczuwalne oburzenie nie mniejsze niż wówczas, gdyby ktoś właśnie zaproponował jej obopólne roznegliżowanie. Nie wiedząc zresztą dlaczego, zaczerwieniła się niczym księżna Walii, przyłapana przez japońską wycieczkę na pozamałżeńskich igraszkach.

Bolek, który od samego początku nie narzekał na nadmiar animuszu, podjął jeszcze jedną próbę nakłonienia wyraźnie zbitej z tropu istoty na wspólne podrygiwanie w rytm pobrzmiewającej muzyki, co było skądinąd posunięciem dość odważnym. Mimo karnawału, próżno było bowiem wypatrywać innych tańczących par.

- Czy chodzi o mój wzrost? Może i jestem niski, ale dla pani mogę wspiąć się na wyżyny. I na palce też  - wycedził początkujący amant, udowadniając przy tym, że odrobina wysiłku umożliwi mu wychylenie czubka głowy ponad linię wydatnego biustu - Ten jeden raz, akurat grają moją ulubioną piosenkę...

- Czy pan do reszty oszalał?! - po ostatnich słowach niedoszłego tancerza irytacja zdezorientowanej Madonny wyraźnie się wzmogła - Tańczyć do "Bóg się rodzi"?!

Bolek zwiesił nos na kwintę. Było jasne, że po raz kolejny wnyki, które zastawił, okazały się niewystarczajace na tak grubego zwierza. Pokładając uszy po sobie, czym prędzej skierował się ku drzwiom wyjściowym Świątyni Opatrzności Bożej, otoczony wianuszkiem oficerów BOR-u.

- Zostań premierem, mówili... Premierowi się nie odmawia, mówili... - wyszeptał wyraźnie rozgoryczony szef rządu. Nie tylko wzgardzony, ale i nieokryty chwałą...

 

12:11, munch2
Link Komentarze (1) »
sobota, 02 sierpnia 2008
Dowódca

- Jeszcze trochę na lewo! Na lewo tumanie! Na lewo, mówię!  - wykrzyczał z miną furiata inżynier Ciosek. Dwa zawały, które miał już za sobą, nie przeszkadzały mu, jak widać, w nad wyraz sumiennym wypełnianiu obowiązków. Jego nerwowo podrygujące mięśnie twarzy stanowiły jakże czytelny dowód na to, że zdrowy rozsądek w konfrontacji z ludzką naturą stoi zawsze na straconej pozycji. - Jak ty się chcesz nauczyć budować?

- Ale...

- Żadne ale! Na mojej budowie ma być porządek! Czy wyraziłem się jasno?! - kanonada inżyniera trwała w najlepsze. Niejeden kapral zzieleniałby z zazdrości, widząc, ile śliny można wyprodukować i wyekspediować poza obręb warg podczas niekontrolowanego wybuchu złości. 

- Ale ja tylko...

- Zrzędzisz jak stara baba! Żadnych tłumaczeń! To był ostatni błąd, zrozumiano?!

"... i już w powietrzu dało się słyszeć nadlatujące bombowce. Wokoło świszczały kule, kobiety z dziećmi w popłochu uciekały w stronę dżungli, a ostrzał prowadzony przez partyzantów wzmagał się z każdą upływającą chwilą. Inżynier Ciosek, ostatni dowódca na placu boju, ocierał twarz zakrwawioną koszulą, walcząc przy tym z bólem przeszywającym każdy centymetr jego ciała. Ani na chwilę jednak nie stracił panowania nad sytuacją. Wręcz przeciwnie, jeszcze bardziej intensywnie niż zazwyczaj bluzgał na swoich podkomendnych, czym zamierzał wyzwolić drzemiące w nich, ostatnie już pokłady energii..."

Dzika ekspresja tkwiąca w poczynaniach inżyniera pozwalała sądzić, że wietnamskie sagi, którym oddawał się w chwilach wolnych od uprzykrzania życia innym, odcisnęły na nim trwałe i nieprzemijające piętno. Zdawało się, że starszy pan minął się z powołaniem - tęsknota za polem bitewnym była w jego zachowaniu aż nadto widoczna. Swoje przenikliwe spojrzenie skierował po raz wtóry w stronę nieszczęśnika, któremu przyszło odgrywać rolę chłopaka z amerykańskiej prowincji, wysłanego na front po zaledwie tygodniowym przeszkoleniu. 

- I co tak wiercisz tymi ślipiami?! Jeszcze chwila i wszystko nam się zawali, do roboty!

- Sam se buduj! - wykrzyknął wnuczek zanosząc się płaczem, po czym wybiegł z mieszkania i tyle go widziano. Inżynier pozostał sam na sam z z porozrzucanymi klockami LEGO. Kiedy już ciśnienie opadło mu na tyle, że wizja kolejnego zawału została odsunięta w czasie, z zapałem oddał się dalszemu konstruowaniu fortecy... 

 

10:28, munch2
Link Komentarze (2) »
piątek, 25 lipca 2008
Koło zamachowe - c. d.

- Dawno mówiłam, że ją się powinno zamknąć w psychiatryku - komentarze rozchodzące się po sali nie pozwalały mieć nadziei na uzyskanie szerokiego poparcia dla wizjonerskich planów Garbarkowej i Pytlakowskiej. Sytuacja wymagała natychmiastowej interwencji.

- Drogie panie, nie będę owijać w bawełnę. Zaistniała konieczność ustawienia do pionu naszego proboszcza, który po raz kolejny dowodzi swojego braku szacunku dla kobiet. Wiemy z pewnego źródła, że dzisiejsze kazanie ma mieć wydźwięk skrajnie antyfeministyczny, a formuła "drodzy bracia i siostry" zostanie w nim powtórzona trzy razy! Trzy razy upokorzy kobiety, traktując je jak stworzenia drugiej kategorii! - wykrzyczała Pytlakowska w takim uniesieniu, że nawet ekstaza Świętej Teresy nie mogła się z nim równać - razem z panią Garbarkową chcemy sprzeciwić się gwałtom jakich proboszcz dopuszcza się wobec naszej płci. Wnioskujemy zatem o dokonanie zamachu...

Po sali przebiegł szmer niedowierzania. Tu i ówdzie zdezorientowane kobiety cuciły swoje sąsiadki, którym na dobry początek dnia zafundowano niedotlenienie mózgu. Gdy już początkowe zamieszanie zostało opanowane, dyskusje ucichły, a większość zebranych powróciła do narzekania na przesolone orzeszki (których nie można było przepić colą, bo już dawno została wypita), głos raz jeszcze zabrała Pytlakowska.

- W naszych szeregach kierujemy się demokracją, więc wniosek w sprawie zamachu zostanie poddany pod głosowanie. Ze swojej strony chciałabym jednak prosić wszystkie panie, które utrzymywały intymne kontakty z naszym proboszczem o opuszczenie sali. Same panie rozumiecie, że na osoby głosujące nie powinien padać choćby cień podejrzenia.

Nawet inwazja tatarskiej hordy nie potrafiła skłonić ludzi do tak błyskawicznej migracji, jaka nastąpiła po ostatnich słowach przewodniczącej. Z żalem spoglądając na niedojedzone orzeszki, kobiety gęsiego opuszczały budynek remizy, pozostawiając na placu boju inicjatorki porannego spędu. Przy stołach pozostało jeszcze tylko kilku chłopów, zapewne zresztą z obawy przed byciem posądzonym o zbyt bliską znajomość z miejscowym plebanem. Garbarkowa i Pytlakowska, z nosami zwieszonymi na kwintę, wodziły wzrokiem po jeszcze przed chwilą brzęczącym, a teraz już wyrojonym ulu.

- Wie pani co, Pytlakowska - Garbarkowa jako pierwsza zwalczyła otępienie

- Nie wiem

- Szacunku do kobiet to on może i nie ma. Ale tego, że lubi baby nie można mu odmówić. 

 

23:49, munch2
Link Komentarze (1) »
Koło Zamachowe

- I dlatego, drodzy Bracia i Siostry, nie należy..." i coś tam dalej było, dokładnie nie pamiętam

- Jest pani pewna? Najpierw bracia, potem siostry?! Toż to byłby skandal na całą wieś! Co ja mówię, wieś. Wstyd i hańba, aż by się po całej Polsce echem poniosło, ot co! 

- No ja pani mówię jak rodzonej siostrze, no a przecież rodzonej to się nie kłamie, nie? -  oświadczyła Garbarkowa tonem nie znoszącym sprzeciwu, wlepiając swoje nieszczególnie pociągające ślepia w Pytlakowską. Przez krótką chwilę trwały tak w bezruchu, sprawiając przy tym wrażenie osób głęboko zafrasowanych i toczących wewnętrzne boje w związku z zaistniałą sytuacją. Jako najwyższe instancje strzegące moralności we wsi, uważały za swój obowiązek mocować się z faktami dopóty, dopóki nie wpadną na trop sprawiedliwego rozstrzygnięcia.

- I co pani proponuje? Za kudły i wykopać przez zachrystię?

- Pani to już do końca oczadziała, pani Pytlakowska! Za kudły? Łysego? Mam lepszy pomysł...

*

 - Witam wszystkie tu zebrane panie i tych spośród mężów, którym, jak widać, dobrze pod pantoflem, na nadzwyczajnym zebraniu Feministycznego Koła Gospodyń Wiejskich - ochrypłym głosem zakomunikowała Pytlakowska, a że był z baby chłop jak dąb to i tynk ze ścian poleciał, takie to się echo poniosło. Jak przystało na nadzwyczajne posiedzenie, na sali królowały szlafroki, modne też były papiloty, a co bardziej obrotne i naturę rannego ptaszka mające panie przyodziane były w stroje świadczące o niedawnej bytności w oborze. Stojące gdzieniegdzie wiadra z mlekiem wskazywały zaś niemniej dobitnie na to, w jak zawrotnym tempie wici krążyły po wsi. - Podczas ostatniego spotkania - kontynuowała Pytlakowska, która mając znakomite wyczucie tłumu, nie odezwała się póki nie zahipnotyzowała wszystkich obecnych - przy milczącej aprobacie tych spośród mężów, którym dobrze pod pantoflem,  wyraziłyśmy nadzieję, że nasze Koło stanie się kołem zamachowym gminnego postępu...

- I po to trzeba było nas tu spędzać o takiej godzinie? Roboty w domu nie mają? - skrzywiła się Dobroszkowa, niechętna wysłuchiwać kolejnej oracji Pytlakowskiej

- Mają, mają - przewodnicząca, niczym dyrygent, który w obliczu niesubordynacji orkiestry jeszcze energiczniej przecina powietrze batutą, ani na chwilę nie pozwoliła wybić się z uderzenia - ale gminny postęp wymaga ofiary. Zadanie jest trudne, niebezpieczeństwo poważne, a nagroda być może dopiero w niebie. Koleżanki - w tym momencie jej głos zawisł w powietrzu niczym chmura, niechybnie zwiastująca burzę z gradobiciem - mamy być kołem zamachowym, tak? Koło już mamy. Teraz czas na zamach... 

c. d. n.

 

10:13, munch2
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2
następne
Archiwum
Lipiec 2008
Sierpień 2008
Wrzesień 2008
Październik 2008
Styczeń 2009
Styczeń 2012
Ostatnie wpisy
  • Coming soon...
  • Dawno, dawno temu...
  • Fachowca na gwałt
  • W co się bawić
  • Witam ponownie
  • Ogłoszenia drobne
  • Dirty dancing
  • Dowódca
  • Koło zamachowe - c. d.
  • Koło Zamachowe
Zakładki:
Ulubione
Piotr wereśniak
Poniżej pasa - blog Tomasza ...
Tygiel
Tagi
  • nowe
  • opowiadanie
  • opowieść
Pisz swój dziennik w Internecie
Pisz blog
Dodaj blog do ulubionych
Wersja mobilna
Zapisz się na newsletter! Liczba zapisanych: 1
zamów newsletter
Blox.pl
poprzedni blog załóż bloga następny blog